Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...
 

 

SkarbyTegoroczna jesień była wyjątkowo piękna, słońce świeciło niemal jak latem i złociło przepięknie lecące z drzew kolorowe liście. Wszystko wskazywało na to, że również ten weekend będzie wyjątkowy. Sama myśl o tym napawała Kamila i Marka ogromną radością. Czekali tylko na ostatni dzwonek, by móc pobiec do domów, rzucić plecaki z książkami i szykować się do wyprawy.

Już przed paroma tygodniami rodzice obiecali im ten wyjazd. Wyprawę na poszukiwanie skarbów. Kamil miał już zgromadzony cały ekwipunek: latarkę, kompas, worki. Marek skupił się na obmyślaniu trasy, szukaniu ciekawych miejsc na mapie. Rodzice z uznaniem obserwowali ich wielkie zaangażowanie.

Nastała upragniona sobota. Wczesnym rankiem, zanim jeszcze budziki rozbrzmiały w pokoju rodziców, dwóch dzielnych, młodych, żądnych przygód chłopców krzątało się po przedpokoju, robiąc tyle huku, że pobudzili połowę kamienicy. Kiedy już wszyscy byli gotowi rozpoczęto wyprawę.

Punktem wyjścia poszukiwań była malownicza dolinka, następnie mięli przejść przez stary las i rzekę, aby dojść do wioski gdzie zaplanowali nocleg. Chłopcy z wielkim zacięciem szukali upragnionego skarbu. Nie opuszczali żadnych ciekawych miejsc, wchodzili do jaskiń wykutych w skałach, szukali pod starymi murami, czasami zatrzymywali się by rozkopać ziemię pod jakimś wiekowym drzewem. Nie znajdowali jednak nic, co by ich w pełni zadowoliło. Nie wiedzieli, czego tak naprawdę szukają. Jeszcze w domu dużo o tym wszystkim rozmawiali, snuli różne przypuszczenia jak będzie ten skarb wyglądał. W efekcie ustalili tylko tyle, że jak znajdą skarb, to na pewno będą wiedzieli, że to on.

Minęła sobota. Wieczorem, kiedy usiedli przy kominku w chatce, w której nocowali, chłopcy wysypali z worków całe swoje znalezisko. Nie było tam jednak nic prócz kilku ładnych kamyków, starej puszki i dwóch zapisanych kartek w butelce. Bracia nie byli zadowoleni z takich wyników poszukiwań. Zgodnie postanowili następnego dnia jeszcze bardziej przyłożyć się do swego zadania. Tymczasem położyli się do łóżek, a natychmiast ogarnął ich głęboki sen. Marek, gdy tylko zasnął, zobaczył we śnie piękną, leśną drogę rozjaśnioną promieniami słońca przebijającymi się przez gałęzie drzew. Szedł tą drogą, nie mogąc oprzeć się wrażeniu, że zaraz dojdzie do celu swej wędrówki. Po chwili zobaczył skrzyneczkę leżącą w zagłębieniu wielkiego kamienia. Z radością podszedł i otworzył ją, na samym dnie leżała zwinięta mapa. Przedstawiała całą tę okolicę, w której się znajdował, a na czerwono zaznaczona była droga, po której szedł. Według mapy kresem tej drogi był jakiś budynek. Było to trochę dziwne, bo w okolicy nie było żadnych innych zabudowań. Marek natychmiast postanowił to sprawdzić. Ruszył przed siebie i na tym sen się skończył.

Kiedy rano usiedli do śniadania, zaczął to opowiadać Kamilowi, ten zaś z każdym słowem coraz szerzej otwierał usta ze zdziwienia, jednak nie przerywał bratu. Na koniec wyznał, że jemu przyśniła się ta sama droga, jednak zamiast mapy w jego śnie pojawił się wielki kompas wskazujący drogę, a gdy doszedł na wzniesienie, zobaczył na końcu drogi niewielki budynek. Ta zbieżność snów zrobiła na chłopcach ogromne wrażenie. Z podwójnym przejęciem szli na tę niedzielną wyprawę. Jednak z początku nie różniła się ona niczym szczególnym od sobotniej wędrówki. Znów potykali się tylko o kamienie, znajdowali różne stare przedmioty, które nie robiły na nich wrażenia. W południe zrobili sobie przerwę na skraju lasu, aby zjeść posiłek.

Nagle słońce, które właśnie wyszło zza chmur, oświetliło małą ścieżkę. Chłopcy popatrzyli na siebie porozumiewawczo i natychmiast ruszyli wzdłuż tej pięknej drogi. Była ona bardzo długa, powoli zaczynali tracić nadzieję, że dokądkolwiek ich zaprowadzi. Coraz częściej pojawiały się myśli, by zawrócić, że to nie ma sensu. Jednak pragnienie znalezienia skarbu było ogromnie silne. Wykrzesali z siebie resztki sił oraz wytrwałości i szli. Droga była coraz trudniejsza, bo prowadziła pod górę, jednak i to nie zdołało skutecznie zniechęcić chłopców. Gdy już resztkami sił wdrapali się na szczyt pagórka, zobaczyli w oddali mały punkt – budynek. Zapomnieli o zmęczeniu i ruszyli biegiem z górki. Kiedy dobiegli na miejsce zobaczyli, że była to mała, drewniana kapliczka. Widok ten sprawił chłopcom ogromną radość. Nie rozumieli jeszcze, co to ma wspólnego ze skarbem, którego szukają. Dopiero, gdy stanęli na wprost drewnianych drzwi i zaczęli czytać wyryty na nich napis, sprawa stawała się coraz bardziej jasna. A napis ów brzmiał: Wejdź i odpocznij u stóp Tronu Króla. A poniżej pięknie wyryty był cytat z Biblii: Nie bój się mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo (...) gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. Ostatnie zdanie wypisane było największymi literami. Napis ten zrobił na chłopcach ogromne wrażenie. Chcieli znaleźć skarb, myśleli o skrzyniach pełnych klejnotów albo o innych kosztownych przedmiotach, o których naczytali się w książkach. Teraz zrozumieli, że skarbem człowieka może być coś zupełnie innego. Wzrok Kamila padł ponownie na pierwsze zdanie – zaproszenie do środka. Weszli do wnętrza. Na wprost wejścia znajdował się przepiękny obraz Jezusa na Tronie a u stóp namalowana przepiękna skrzynia z napisem: Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobo, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło.

Dopiero teraz chłopcy rozejrzeli się dookoła i zobaczyli, że wszystkie ściany wypełnione są sercami z papieru, różnej wielkości, a na nich widnieją napisy, czasem pojedyncze słowa, czasem długie zdania. Zaczęli czytać z ciekawością. Na jednym było krótkie słowo przyjaźń, gdzie indziej radość, jeszcze na innych pomoc, uśmiech do starszej pani, uczynność, pilność. Szczególnie zaciekawiło Marka małe serduszko wypisane drobnym maczkiem: nie pogniewałem się na kolegę chociaż mi powiedział bardzo przykrą rzecz. W tym momencie Marek zrozumiał, że nie są oni jedynymi chłopcami, którzy trafili na to miejsce. Oboje też zrozumieli, że znaleźli skarb ogromnie cenny i że to od nich zależy ile w ich skrzyni znajdzie się kosztowności.

Gdy wyszli z kapliczki spostrzegli zbliżających się rodziców, którzy szukali ich już trochę niecierpliwie. Mama przynagliła ich do powrotu. Wyprawa dobiegła końca. Wrócili do swego rodzinnego miasta, jednak chłopcom wszystko wydawało się inne. Wiedzieli, że znaleźli skarb i że teraz muszą go pomnażać.

 E.W.

 

For English users

English_version

...

  

Zamieść na swojej stronie baner intronizacja.pl


Copyright © 2009-2017 Stowarzyszenie "Róża".
Wszelkie prawa zastrzeżone.