Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...
 

Baltyk

Hasło: „Trzymajmy się morza”, zostało sformułowane dopiero w 1790 r. przez Stanisława Staszica w Przestrogach dla Polski, ale nasi praojcowie już w dobie piastowskiej intuicyjnie dążyli do opanowania wybrzeża bałtyckiego. Ponadto Bałtyk był naturalną północną granicą Polski, której można było skutecznie bronić pod warunkiem posiadania własnej floty. Utrwalenie panowania polskiego na tych terenach wymagało wielowiekowych wysiłków i niemało ofiar. Ideę panowania na morzu sformułował Zygmunt August, ale jego następcy – poza  Władysławem IV – nie przywiązywali większej wagi do rozwoju programu bałtyckiego. Konsekwencje braku polityki morskiej ponosił cały naród. Przyjrzyjmy się zatem tysiącletniemu zmaganiu naszych przodków o dostęp do Bałtyku.

Od czasów starożytnych przez ziemie, które później weszły w skład państwa polskiego,  przechodziły szlaki handlowe, ciągnące się z południa ku Bałtykowi. We wczesnym średniowieczu  łączyły one świat arabski z krajami Europy Zachodniej i Północnej. Wszystkich podróżników i kupców interesował bursztyn i sól. Nad Bałtykiem powstało szereg ośrodków portowo-miejskich: Nowogród Wielki, Truso i Wolin, pośredniczących w handlu z krajami skandynawskimi i zachodnimi.

Zasadnicze zmiany w tym regionie nastąpiły w IX w. Był to okres burzliwej ekspansji Niemców. W następnym wieku została ona zahamowana dzięki powstaniu chrześcijańskich państw: Polski, Rusi, Szwecji, Danii, Norwegii. Chrześcijaństwo ze swej natury łagodziło obyczaje i narzucało bardziej spokojny i osiadły tryb życia. Nie udało się wszakże Słowianom połabskim przetrwać i utworzyć organizacji państwowej. Złożyło się na to wiele przyczyn. Karol Górski stwierdził, że  Lucice przed najazdami Germanów ratowali się ucieczką do Polski lub na Pomorze Szczecińskie, Obodrytów zniszczył głód, natomiast Połabian i Wagrów – najeźdźcy.

Zanim Mieszko I oparł granice państwa o brzegi Bałtyku, musiał toczyć nieustanne walki z separatystycznie usposobionymi plemionami morskimi - Wolinianami, Prusami i Wieletami,  oraz z margrabiami przygranicznych marchii, którzy reprezentowali interesy Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Po przyjęciu chrztu w 966 r. utworzył niezależną od Magdeburga  organizację kościelną. Po bitwie pod Cedynią (972) młode państwo polskie zapewniło sobie szeroki dostęp do Bałtyku. Z dokumentu Dagome iudex dowiadujemy się, że granice państwa Mieszka biegły wzdłuż Odry do „długiego morza”, czyli do Polski należało całe Pomorze.

Syn Mieszka, Bolesław Chrobry, z misji chrystianizacyjnej Wojciecha do Prus i jego śmierci w 997 r., a potem kanonizacji, wyciągnął korzyści polityczne, doprowadzając w 1000 r. do zjazdu gnieźnieńskiego, podczas którego utworzono metropolię w Gnieźnie i podlegające jej  trzy nowe biskupstwa we Wrocławiu dla Śląska, w Krakowie dla Małopolski  i w Kołobrzegu – dla Pomorza. Obaj ci władcy przez związki dynastyczne starali się utrzymywać poprawne stosunki z władcami skandynawskimi (Erykiem Zwycięskim i Swenem Widłobrodym), utrwalającymi wówczas przewagę na Bałtyku, losy Słowian połabskich odsunęli na dalszy plan, starając się jedynie – na miarę sił i sprzyjających okoliczności – rozciągnąć tam swe wpływy polityczne.

W historii przyjęto słuszne założenie, że Słowianie byli ludem rolniczym, ale wydaje się, że to nie rolnictwo, ale wielki handel bałtycki dał Piastom bogactwo, o czym wiedzieli Mieszko I i Bolesław Chrobry. Kiedy wraz z utratą wpływów arabskich w Europie w XI w. i przesunięciu się ławic śledzi do brzegów Danii podupadł handel bałtycki, Chrobry wyprawił się na Kijów, aby nawiązać stosunki z Carogrodem w celu otwarcia nowej drogi handlowej, łączącej Polskę z Morzem Czarnym. Próba ta powiodła się tylko jemu, ale już jego następcy:  Mieszko II i Kazimierz Odnowiciel ponosili klęski polityczne i z trudem zachowali swoją władzę nad Polską. Należy pamiętać, że pierwsza, przekazana w Żywocie św. Wojciecha, nazwa Gdańska brzmiała: „Gyddanyzc”, co wskazuje wyraźnie na jej słowiańskie pochodzenie.

Znaczenie kwestii bałtyckiej rozumiał Bolesław Krzywousty, który w latach 1113-1123 zakończył podbój Pomorza Gdańskiego i Szczecińskiego, zhołdował Rugię i część ziem lucickich, a książę Warcisław I złożył mu hołd i zobowiązał się do rocznej daniny w wysokości 300 grzywien.  Z tego okresu pochodzi pierwsza polska pieśń o morzu, zachowana  w kronice Galla:

Naszym przodkom wystarczały ryby słone i cuchnące,
My po świeże przychodzimy w oceanie pluskające!
Naszym przodkom wystarczało, jeśli grodów dobywali,
A nas burza nie odstrasza, ni szum groźny morskiej fali.

Nasi ojcowie na jelenie urządzali polowanie,
A my skarby i potwory łowim skryte w oceanie.

W swym dążeniu do morza Krzywousty przełamał wszelkie przeciwności zapewniając Polsce wybrzeże na przestrzeni kilkuset kilometrów. Dla pełniejszej integracji wybrzeża ze swym państwem wysłał na pierwszą wyprawę misyjną biskupa bamberskiego Ottona. W ten sposób chciał zachować ciągłość ziem polskich od Karpat po Bałtyk. Jednakże po jego śmierci w okresie rozbicia dzielnicowego Piastowie nie zdołali utrzymać ziem na zachodzie. W 1157 r. Fryderyk Barbarossa narzucił im swe zwierzchnictwo, wymusił na papieżu odłączenie biskupstwa szczecińskiego od gnieźnieńskiego, co było początkiem końca panowania Polski nad Odrą. Ogromne straty ponieśli także Słowianie północno-zachodni: Albrecht Niedźwiedź zakończył dzieło ujarzmiania Słowian połabskich, tworząc na ich ziemi Brandenburgię, a Henryk Lew wraz z Waldemarem duńskim, wykorzystując Obodrytów, rozpoczęli germanizację Pomorzan szczecińskich. Pod pozorem „zbawienia dusz” kolonizowali zajmowane tereny, rugując ich prawowitych mieszkańców. „Z ziemi ich krwią i potem użyźnionej wyrosła –  jak napisał  Władysław Konopczyński – dość szowinistyczna, choć nie pozbawiona wolnościowych tradycji Meklemburgia”. Autor ten twierdzi dalej, że żaden władca Niemiec, aż do Fryderyka II, nie układał programu ekspansji niemieckiej w tej części Europy, ale ciągnął Niemców na wschód głód ziemi i instynkt „rugowania żywiołów słabszych i folgowania swojej sile”.

Bałtycka myśl polityczna Bolesławów została zaprzepaszczona po sprowadzeniu w 1226 r.  Krzyżaków, którzy podstępem i przemocą zajęli Pomorze Wschodnie (1308 r.). W tym czasie Pomorze Zachodnie zostało ogarnięte wpływami duńskimi i niemieckimi; zwłaszcza  linia szczecińska Piastów coraz mocniej się germanizowała i wiązała z Brandenburgią, która po zajęciu starych polskich warowni, Cedyni i Santoka, przedarła się ku Bałtykowi aż pod Gdańsk. Polsce wierna pozostała linia wołogojsko-słupska z księciem Bogusławem V, za którego Kazimierz Wielki wydał za mąż swoją córkę Elżbietę, a ich syn Kaźko – zgodnie z życzeniem ostatniego Piasta – miał przejąć po nim sukcesję. W okresie reformacji na ziemiach słupskiej, bytowskiej i lęborskiej ocalał katolicyzm z powodu dużej liczby ludności kaszubskiej, dla której wprowadzono księgi liturgiczne „słowiańskie”. Trzeba pamiętać, że ludność ta, słowiańska i kaszubska, zachowała swój język do wyzwolenia Pomorza Zachodniego w 1945 r.

W XII i XIII w. do współzawodnictwa o wpływy na Bałtyku z Niemcami stanęli Duńczycy. Współzawodnictwo to wygrali Niemcy, których interesy gospodarcze reprezentowała Hanza, narzucając swoje zwierzchnictwo miastom obszaru nadbałtyckiego. Gros dochodów czerpała Lubeka jako centrum przeładunkowe, pozostałe porty pełniły funkcje wyspecjalizowane, np. Gdańsk eksportował głównie zboże, a Szczecin – ryby. Drenaż gospodarczy był wstępem do dokonania podboju politycznego. Po wytępieniu Słowian połabskich przyszła kolej na Polskę, Prusy, Litwę i Inflanty. Zadanie to ułatwiały Niemcom zagrożone państwa, godząc się na założenie przez Brandenburczyków w 1202 r. w Inflantach Zakonu Kawalerów Mieczowych,  skąd będą mogli kontynuować ekspansję na ziemie litewskie i ruskie. Polacy gotowali sobie zagładę przez sprowadzenie w 1226 r. Krzyżaków. Przebudzenie narodowe nastąpiło w okresie jednoczenia państwa, a było ono dziełem  Kościoła katolickiego.

Z gospodarczego znaczenia morza, i to nie tylko  jako okna na świat, lecz jako źródła dochodów, zdawał sobie sprawę Kazimierz Wielki. Po trzech wiekach panowania na Pomorzu Polska została odcięta od Bałtyku, tracąc w 1308 r. ujście Wisły na rzecz Zakonu, dlatego też ostatni Piast przez sojusze i związki dynastyczne z Pomorzem Zachodnim pragnął dotrzeć do ujścia Odry, a stamtąd nawiązać bezpośrednie stosunki z Flandrią. Kiedy odzyskanie Pomorza okazało się niemożliwe, zachował w pokoju kaliskim tytuł „pana i władcy Pomorza” dla podkreślenia swoich praw zwierzchnich do tej ziemi. Lud polski mieszkający na Pomorzu  śpiewał taką pieśń:

Królu Kazimierze!
Nigdy nie żyj w mirze
Z Krzyżakami
Aż odzyszczesz Gdańsk!

Można by zadać pytanie, kto właściwie rozumiał prawdziwy interes narodowy: lud polski w XIV w. czy Polacy XXI wieku? Odpowiedź wydaje się oczywista.

Kazimierz Wielki ponad dwadzieścia lat toczył ciężkie boje o Ruś Halicko-Włodzimierską, przez którą biegł nowy szlak handlowy, będący odgałęzieniem starego, łączącego Zachód ze Wschodem przez Morze Śródziemne. Król Kazimierz stworzył fundament gospodarczy potęgi państwa, kładąc nacisk na kolonizację wewnętrzną i wykorzystanie dostępnych dróg handlowych, umożliwiających wymianę międzynarodową. Gdyby zabrakło dzieła Kazimierza Wielkiego, nie byłoby Grunwaldu i okiełznania  ekspansji niemieckiej.

Dynastia jagiellońska, przejmując dziedzictwo Piastów, podjęła niezwykłe wyzwanie, jakim było przełamanie przewagi niemieckiej na Bałtyku. Pierwszym etapem w tej rozgrywce była bitwa pod Grunwaldem 15 lipca 1410 r., która złamała potęgę Zakonu, co wykorzystał Władysław Jagiełło, konsekwentnie egzekwując prawa polskich kupców do korzystania z żeglugi na Wiśle. Drugie decydujące starcie nastąpiło podczas wojny trzynastoletniej (1454-1466), zakończonej podpisaniem pokoju toruńskiego (1466), w którym Polska odzyskała ujście Wisły, a  pośrednio i  Pregoły. Do ostrego sporu pomiędzy Polską i Krzyżakami doszło już w 1442 r., kiedy Zakon zakazał sprzedawania statków Polakom, a Gdańsk wydał przepisy  uniemożliwiające obcym kupcom obrót przywożonymi towarami. Zatarg ten trwał  aż do wydania przez króla aktu inkorporacji Prus w 1454 r. O tym fakcie pamiętał Kazimierz Jagiellończyk, podpisując pokój toruński, w którym znalazła się klauzula zapewniająca kupcom polskim swobodę handlu z Flandrią, a król zaczął używać tytułu „pan i dziedzic Prus i wszystkich ziem pruskich”. Dbał też o swobodny dostęp do portów Morza Czarnego. Ostatecznie pod wpływem żony, Elżbiety rakuskiej, Kazimierz zaniedbał sprawy bałtyckie, powierzając  handel polskim zbożem Gdańskowi, który na przykład w 1492 r. wywiózł z Rzeczypospolitej na Zachód 25 637 ton zboża. Decyzja miała zgubne skutki dla kraju, bowiem król pozbawił dochodów szlachtę polską. Ceny tej nie równoważył sukces, jakim było osadzenie przezeń swego najstarszego syna Władysława na dwóch tronach: czeskim i węgierskim. Trzy wieki panowania I Rzeczypospolitej u ujścia Wisły miały ogromne znaczenie dla utrzymania polskości w Prusach Królewskich i na Warmii.

Jagiellonowie mieli też możliwość rozciągnięcia wpływów u ujścia Odry, o co zabiegał książę Pomorza Bogusław X. Były też widoki za Zygmunta Starego na otrzymanie korony szwedzkiej i objęcie opieki nad Hanzą. Rzecznikami  bałtyckiej polityki byli prymas Jan  Łaski i  Jan Długosz. Uznawali ją za jeden z filarów polskiej racji stanu, ale nie rozumiał jej rangi król, reprezentujący przede wszystkim tradycyjną litewską myśl polityczną, zmierzającą do utrzymania ziem ruskich, do których zaczęła rościć pretensje Moskwa. Cena, jaką zapłaciły oba państwa za zmianę kierunku polityki polskiej, była niezwykle wysoka. Rozpoczęta przez Litwę i trwająca ponad 30 lat wojna z Moskwą zakończyła się klęską polityczną Jagiellonów, bowiem po układzie w Wiedniu w 1515 r., bezpieczeństwo granicy południowo-wschodniej państwa okupili oddaniem Habsburgom korony czeskiej i węgierskiej, wyrzekli się Pomorza Szczecińskiego, oddali Śląsk, który po Odrę był jeszcze polski, i  Pomorze Nadodrzańskie, w znacznej mierze słowiańskie. Utrwalili zatem niemczyznę nie tylko w Królewcu. Na szczęście Jagiellonowie nie dali się wciągnąć w grę Habsburgom, którzy  walkę z islamem chcieli przerzucić na barki Polaków.

Odzyskanie dostępu do Bałtyku było wielkim darem historii, bowiem upadek Konstantynopola (1453) r. podciął handel wschodni, z którego Polska czerpała środki na wojnę z Zakonem.  W dobie odkryć geograficznych powstały oceaniczne szlaki handlowe, a nowe porty w Antwerpii, Kadyksie i Sewilli przejęły po dawnych miastach włoskich i hanzeatyckich pośrednictwo w handlu. Przyjęto zasadę mare liberum, zapewniającą wszystkim państwom korzystanie ze szlaków morskich. W 1535 r. wspólnym wysiłkiem Danii, Szwecji, Norwegii, Prus i książąt pomorskich w bitwie pod Swendsborgiem została złamana siła militarna Hanzy, co oznaczało także jej upadek polityczny. Zarysowała się wówczas możliwość dla państw narodowych, szczególnie dla Rzeczpospolitej, eksportującej żywność, czerpania korzyści z handlu na Morzu Bałtyckim, ale Zygmunt Stary zamiast budować okręty, zastosował znany w Europie system kaperski. Rzeczypospolita dodatkowo musiała pokonać opór Gdańska, który strzegł swojej niezależności i gotów był na układy z państwami obszaru bałtyckiego, byleby nie dopuścić  do zbudowania polskiej floty. Mówi się, że Polska była spichlerzem Europy, ale stróżem i gospodarzem tego spichlerza był wyłącznie Gdańsk.

Zygmunt August chciał zmienić tę sytuację i dlatego zgodził się na podyktowanie Gdańskowi statutów biskupa Stanisława Karnkowskiego, wcielających miasto do Polski, ale wiedział też, że trudno je będzie wyegzekwować, stąd jego zabiegi o wydłużenie linii brzegowej. Przyjął więc Inflanty, ofiarowane Rzeczypospolitej przez Gotharda Kettlera, ryzykując wojną z Moskwą, Danią i Szwecją. Ponieważ nie posiadał własnej floty, powołał na Bałtyku złożony z 30 okrętów związek floty królewskiej pod polską banderą, przedstawiającą rękę z mieczem na czerwonym tle. Okręty królewskie, korzystając z prawa embarga przeprowadzały kontrolę dokumentów i ładunku obcych statków. Aby odciąć Moskwie dostęp do morza, służącym na nich kaprom powierzył na czas wojny blokadę Narwy. Po wygranej wojnie sprowadził z Wenecji budowniczych, którzy zbudowali mu galeonę. Stworzył pierwszą admiralicję polską pod nazwą Komisja Morska i wyposażył ją we władzę i dochody. Wówczas po raz pierwszy sformułował koncepcję dominium maris Baltici w znaczeniu absolutnego panowania na morzu. Król używał określenia mare nostrum dla całego pasa morskiego obejmującego wody między Gotlandią a Zatoką Gdańską. Ksiądz Smolikowski w broszurze Rozmowa kruszwicka stwierdził: ...kto ma państwo morskie, a nie używa go, albo je sobie da wydzierać, ten wszystkie pożytki od siebie oddala [...], z wolnego niewolnikiem się staje, z bogatego ubogim, ze swego cudzym... Pomny na przestrogę swego sekretarza, po przyłączeniu Inflant Zygmunt August dążył do utrzymania wybrzeża, ale popełnił błąd polityczny, powielany później przez królów elekcyjnych, wyrażając zgodę na sukcesję w Prusach Książęcych dla  drugiej linii Hohenzollernów brandenburskich.

W XVI i na początku XVII w. Rzeczpospolita odniosła zwycięstwo, uzyskując dostęp do morza, ale nie zdobyła panowania na morzu, ponieważ zabrakło jej rodzimego stanu mieszczańskiego. Tym samym pozbawiła się możliwości zdobywania dalekich mórz i kolonii oraz naraziła się w XVII w. na atak Szwecji, która wykorzystała walkę w łonie dynastii Wazów  o opanowanie dwóch tronów: polskiego i szwedzkiego i rozpoczęła wojnę o opanowanie basenu Morza Bałtyckiego. Główny atak skierowała na Rzeczpospolitą, dysponującą najdłuższym pasem wybrzeża bałtyckiego, a następnie wzięła udział w wojnie trzydziestoletniej.

W starciu ze Szwecją Rzeczpospolita na prawie pół wieku pozbawiła się cła z portów nadmorskich. Tylko za cła nałożone na litewskie zboże Gustaw Adolf opłacał wojsko walczące przeciwko Koronie i Litwie. Rocznie z ceł w Gdańsku, Pilawie, Kłajpedzie i Rydze uzyskiwał 800 tys. talarów, czyli połowę budżetu swego państwa. Pozbawieni dochodów Polacy zrozumieli, że obrona wybrzeża jest obroną bytu narodowego. Po rozejmie w Sztumskiej Wsi w 1635 r. Władysław IV przystąpił do rozbudowania floty, która miała służyć do pobierania cła z portów polskich w Gdańsku, Pilawie, Kłajpedzie i Libawie w wysokości 4,5% w ciągu dwóch lat. Wojewoda sandomierski, Jerzy Ossoliński, doświadczony polityk i dyplomata, wyliczył, że Rzeczpospolita rocznie miałaby z tego cła około 6 mln zł od cudzoziemców. Sprzeciwił się takiemu rozwiązaniu Gdańsk i korzystając z pomocy Duńczyków, wpłacił do skarbu polskiego jednorazową kwotę 600 tys. talarów. Król Władysław nie miał siły, by sprawę rozegrać do końca, i dlatego zrezygnował z pobierania cła.

W okresie wojny trzydziestoletniej (1618-1648)  Fryderyk Wilhelm, zdobywszy część Pomorza Szczecińskiego, połączył posiadłości ciągnące się od Berlina aż do Prus Wschodnich. Po upadku Zakonu i Hanzy Niemcy ponownie wkroczyli na Bałtyk jako samodzielny czynnik polityczny. W okresie, kiedy Polska toczyła ciężkie boje z Kozakami, Moskwą i Szwedami, w latach 1655-1660, Prusy wymusiły traktaty welawsko-bydgoskie (1657), potwierdzone pokojem w Oliwie w 1660 r., w których Rzeczpospolita zrzekła się lenna pruskiego i oddała przyszłemu zaborcy Lębork, Bytów i Drahim na Pomorzu.

Następnemu królowi, Janowi Kazimierzowi, doradzano, aby zbudował nowy port w rejonie delty wiślanej, czego jednak nie uczynił. Niebezpieczeństwo brandenburskie dostrzegał Jan III Sobieski i próbował zmontować koalicję w oparciu o Francję w celu przyłączenia Prus Książęcych do Rzeczypospolitej. Plan uniemożliwiły mu komplikacje wewnętrzne i międzynarodowe. Były to już ostatnie sugestie aktywnej polityki polskiej na Bałtyku. Zainteresowanie narodu koncentrowało się wokół spraw rolniczych i utrzymania Kresów Wschodnich, dlatego też na ziemiach nadmorskich na hegemona wyrosły Prusy.

Kraj po wojnach był niezwykle zniszczony pod względem demograficznym i gospodarczym. Dynamiczny dotychczas naród polski zmienił się w  bierną masę, której Sasi, August II i August III, zaproponowali nierząd, rozkład moralny, bezwład i ciemnotę i w takim stanie  starali  się go utrzymać ku radości sąsiadów, snujących plany rozbiorów. August II  bez akceptacji sejmu wziął udział w wojnie północnej, wystawiając kraj na ogromne zniszczenia. Kończący ją pokój w Nystad  zepchnął Rzeczpospolitą i Danię na drugi plan, oddając dominium maris Baltici Rosji, rządzonej przez Piotra Wielkiego. Na usługi Piotra przeszli Niemcy inflanccy, zajmując najwyższe stanowiska w samorządzie, administracji państwowej i wojsku. Rosja carska przez sześć pokoleń, od Nystad aż do Cuszimy (1905 r.), była państwem morskim, ale nie utrwaliła swojej hegemonii na morzach północnych. Hegemonię na Bałtyku w sposób mistrzowski przejęły Niemcy jako spadkobiercy Hanzy i Krzyżaków. Datą rozpoczynającą przewagę niemiecką było otwarcie Kanału Kilońskiego w 1895 r. W pierwszej połowie XVIII w. dynastie pochodzenia niemieckiego rządziły w następujących państwach: Danii i w Szwecji holszytyńsko-gottorpska na życzenie cara Piotra I, w Rzeczypospolitej – saska, w 1701 r. Hohenzollornowie utworzyli królestwo. Prusy, wykorzystując zmianę dynastyczną na tronie austriackim, zajęły w 1740 r. Śląsk, a w następnej wojnie sukcesyjnej (1756-63) utrwaliły tam swoje wpływy. W ten sposób Rzeczpospolita od zachodu, północy i północnego-wschodu została otoczona przez żywioł niemiecki. Fryderyk Wielki napisał, że kto zajmie ujście Wisły, ten będzie mocniej władał Rzeczpospolitą niż gdyby miał Warszawę. I miał rację, bo walka o ujście Wisły toczy się z różnym natężeniem od X w. aż do dzisiaj.

W czasach panowania Stanisława Augusta Rzeczpospolita próbowała dźwigać się z upadku, ale mocarstwa sąsiednie rywalizowały już między sobą o spadek po byłym mocarstwie jagiellońskim. Aby nie dopuścić do ożywienia gospodarczego Polski, Prusy po I rozbiorze pobierały w Fordonie od polskich towarów cło w wysokości 12%, a przy ujściu Wisły 20% od wartości ładunku. Państwo Hohenzollernów uzyskało wówczas kontrolę nad 95% handlu zagranicznego Polski. Nic dziwnego, że wspominany już  Stanisław Staszic wypowiedział wówczas prorocze ostrzeżenie: Polacy, nikt z sąsiadów, tylko ten dom brandenburski z potrzeby na waszą zgubę czatuje. Polacy próbowali się bronić, budując dwa kanały: Królewski i Ogińskiego, aby chociaż częściowo skierować eksport  przez  Morze Czarne. Widać więc wyraźnie, że gdyby Polska nie utraciła dostępu do Morza Bałtyckiego, odrodzenie gospodarcze przyszłoby szybciej, a za nim odrodzenie narodowe, ale na przeszkodzie temu stanęła utrata świadomości zgodnej z polską racją stanu trzymania się morza jako okna na świat i źródła bogactwa narodu.

W okresie 123-letniej niewoli jedynie Ksawery Drucki-Lubecki doceniał dostęp do morza, czemu dał wyraz, budując Kanał Augustowski według projektu gen. Ignacego Prądzyńskiego.  Była to odpowiedź na wojnę celną, którą Prusy w 1823 r. wypowiedziały Królestwu Polskiemu, narzucając cło na zboże w wysokości od 40% – 200%. Chciały udowodnić sygnatariuszom kongresu wiedeńskiego, że powołane do życia Królestwo Polskie nie jest w stanie funkcjonować samodzielnie. Po zniesieniu granicy celnej z Rosją w portach bałtyckich Prus nastąpił katastrofalny spadek cen i zastój w handlu, co zmusiło Hohenzollernów do ustępstw, a więc ostatecznie Lubecki wygrał wojnę celną z Prusami.

Powstanie państwa polskiego po I wojnie światowej Niemcy traktowali jako największe dla siebie zagrożenie. Dostęp Polski do morza przecinał jedność terytorialną ich państwa, chcieli więc za wszelką cenę utrzymać Prusy Wschodnie. Baron Gayl, komisarz plebiscytowy w Olsztynie w swojej książce wydanej w 1940 r. napisał: Gdyby upadły Wschodnie Prusy, niemczyzna byłaby wyparta z obszaru na wschód od Odry, odcięta od średniego Bałtyku, odtąd niezdolna do odzyskania swej dziejowej roli przodowniczej na Wschodzie Europy i niezdolna do wzięcia w swe ręce jej pacyfikacji. [...] W nieodzownej rozprawie polsko- niemieckiej zabrakłoby najważniejszego strategicznego punktu wyjścia, z którego we wrześniu 1939 r. wyruszyła zwycięska ofensywa.

Dwudziestolecie międzywojenne było okresem ogromnego wysiłku narodu o utrzymanie dostępu do morza, który przyznano nam w Wersalu na mocy kryterium narodowościowego. Gdyby Polacy na macierzystych ziemiach, przechodzących powoli od XII w. pod panowanie niemieckie nie zachowali wiary i języka, nie byłoby 13. punktu w orędziu Wilsona. A można bez ryzyka stwierdzić, że po rozbiorach podstawę terytorialną Austrii i Prus stanowiły ziemie słowiańskie.

Budując Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy Polacy dążyli do całkowitego uniezależnienia się od gospodarki niemieckiej, zwłaszcza po wojnie celnej, wypowiedzianej Polsce w 1925 r.  Rzeczpospolita nie mogła liczyć na Gdańsk –  chociaż przyjął on polską taryfę celną i  był portem tranzytowo-przeładunkowym dla portów bałtyckich i towarów płynących z Czechosłowacji, Węgier i Rumunii –  ponieważ urzędnicy niemieccy zwalniali od cła te towary, które stanowiły dochód skarbu polskiego. Zatem dostęp do morza pozostawał w Gdańsku w obcych rękach, wrogich Polsce. Nie dali się jednak Polacy zaszantażować żądaniom senatu gdańskiego, aby cały handel morski był kierowany przez Wolne Miasto, lecz na swoim wybrzeżu wybudowali nowe porty: w Gdyni, na Helu, w Jastarni, Pucku i Władysławowie. Polacy odparli zarzuty Niemców kierowane do Ligi Narodów, że trudności Gdańska wynikały z budowy portu w Gdyni. W dwóch memoriałach z 19 lipca i 11 października 1930 r., udowodnili, iż prawdziwa przyczyna owych trudności tkwiła we wrogiej wobec Polski polityce senatu i w przeroście administracji (sprowadzano urzędników z centralnych Niemiec), na którą wydatkowano milionowe sumy. Przez polskie porty przechodziło 75% ogólnych obrotów handlu zagranicznego, co potwierdza prawdę dziejową, że Polska związana jest nierozerwalnie  z Bałtykiem, czego symbolem były zaślubiny z morzem w dniu 10 lutego 1920 r. dokonane przez gen. Józefa Hallera. Za tym stwierdzeniem przemawia spójność komunikacyjna dróg wodnych i lądowych, a także  bogactwa naturalne rozmieszczone na ziemiach macierzystych. Warunki te stanowią fundament i dają nadzieję na suwerenny rozwój państwa polskiego.

Eugeniusz Kwiatkowski – twórca polskiej gospodarki morskiej w II Rzeczypospolitej – napisał, że obrona praw Polski do nieskrępowanego dostępu do morza jest jak „niczym niewzruszony dogmat”, który ustępujące pokolenia mają przekazywać następnym. Przestrzegał naród, że bez dostępu do morza nie ma w tej części Europy miejsca dla niepodległej gospodarczo i politycznie Polski. Uważał także, że trwałe posiadanie i wykorzystanie wybrzeża morskiego rozwiąże wiekowe zagadnienie stosunków polsko-niemieckich i polsko-rosyjskich. Jego przewidywania, że „bez Polski mocno opartej o brzeg morski zawiśnie w próżni cały powojenny układ polityczny środkowej i wschodniej Europy”, realizuje się obecnie pod dyktando Unii Europejskiej, reprezentującej interesy niemieckie.

W 1925 r. w Toruniu powołano do życia Instytut Bałtycki, który prowadził badania nad historią i teraźniejszością Pomorza i polskich związków z morzem. Profesorowie Uniwersytetu Poznańskiego – archeolog Jan Kostrzewski, językoznawca Mikołaj Rudnicki, geograf Tadeusz Pawłowski, historycy: Teodor Tyc, Kazimierz Tymieniecki, Zygmunt Wojciechowski, socjolog Florian Znaniecki – polemizowali z naukowcami niemieckimi, pragnącymi za wszelką cenę i wbrew źródłom udowodnić, że powstanie państwa polskiego było dziełem niemieckiej myśli politycznej. Polscy uczeni obalili hipotezę najazdu zewnętrznego i udokumentowali, że twórcą państwa polskiego było plemię Polan, natomiast państwo niemieckie rozszerzyło swoje terytorium kosztem ziem słowiańskich rozciągających się aż do Łaby. Dzisiaj brakuje nam  takiej miary uczonych, którzy by z taką determinacją jak wymienieni profesorowie bronili praw polskich do Bałtyku.

Druga wojna światowa rozpoczęła się „o korytarz” i o Gdańsk, czyli o polski dostęp do morza, którego z takim heroizmem broniła załoga Westerplatte, Poczty Gdańskiej, Oksywia i Helu. Determinacja i bohaterstwo, jaką wykazali się obrońcy Wybrzeża jest świadectwem głębokich przemian w psychice narodu, który zrozumiał, że odbudowę gospodarczą w dwudziestoleciu międzywojennym zawdzięczał morzu, a jego symbolem była Gdynia. Polscy marynarze na „Orle”, „Błyskawicy”, „Burzy”, „Garlandzie”, „Piorunie”, „Dziku”, „Sokole”, „Krakowiaku” i wielu innych okrętach przyczynili się znacznie do zwycięstwa nad hitleryzmem. Za poświęcenie i bohaterstwo otrzymali m.in. 51 Krzyży Virtuti Militari, 1051 Krzyży Walecznych, 68 Krzyży Zasługi z Mieczami, 83 odznaczenia brytyjskie i 15 odznaczeń francuskich. W czasie działań poległo 23 oficerów, 8 podchorążych, 137 podoficerów i 236 marynarzy. Bohaterska postawa wojska i narodu polskiego zagrodziła drogę bezkarnym podbojom III Rzeszy.

Decyzją mocarstw, kierujących się kryterium historycznym, na konferencji w Poczdamie – po ostrych polemikach, trwających od pierwszych dni konferencji aż do jej zakończenia, 2 sierpnia 1945 r. podpisano Umowę Poczdamską. Rozdział IX Umowy zawierał ostateczny werdykt Wielkiej Trójki w następującym sformułowaniu:

Trzej szefowie rządów zgadzają się, że zanim nastąpi ostateczne określenie zachodniej granicy Polski, byłe niemieckie terytoria na wschód od linii biegnącej od Bałtyku bezpośrednio na zachód od Świnoujścia, a stąd wzdłuż rzeki Odry do zbiegu jej z zachodnią Nysą i wzdłuż zachodniej Nysy do granicy czechosłowackiej, włączając tę część Prus Wschodnich, która nie została oddana pod administrację ZSRR, zgodnie z porozumieniem osiągniętym na niniejszej konferencji, i włączając obszar byłego Wolnego Miasta Gdańska – będą  pod administracją Państwa Polskiego i ze względu na to nie będą uważane za część radzieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech!”

Powróciliśmy więc do politycznych granic z X w. na pewnych warunkach, nie rozstrzygniętych do dzisiaj w traktacie pokojowym, które przestaną obowiązywać po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Jest to istotny powód, dla którego Niemcy popierają starania Polski do integracji z Unią. Po tym fakcie dekrety Bieruta utracą moc prawną.;

Na Ziemiach Północnych i Zachodnich Polacy zastali ruiny i zgliszcza, zdewastowane trakty komunikacyjne, nieczynne fabryki. Z powodu ogromnych zniszczeń spowodowanych alianckimi nalotami dywanowymi i wandalizmu wycofujących się oddziałów Wehrmachtu (zatapianie statków, zwalanie dźwigów do kanałów portowych, wysadzanie w powietrze zakładów przemysłowych, magazynów, elewatorów i urządzeń kolejowych) dopiero w 1953 r. w Szczecinie zwodowano pierwszy statek. W podobnej sytuacji  było Pomorze Gdańskie. Miasto zostało zniszczone w 60%. Wojsko niemieckie wysadziło  urządzenia odwaniające na Żuławach, których wartość wyceniono na sumę 3,5 mld przedwojennych złotych, z Warmii i Mazur wywiozło do Rzeszy zakłady przemysłowe i urządzenia, pozostawiając po sobie niemalże spaloną ziemię.

Po latach ogromnego wysiłku całego narodu trzy największe polskie stocznie: gdańska im. Lenina, gdyńska im. Komuny Paryskiej i szczecińska im. Adolfa Warskiego, w okresie PRL-u miały ustaloną renomę światową ze względu na nowoczesne wyposażenie i wysoko wykwalifikowaną kadrę. Nasze statki pływały pod banderami 20 państw. W 1984 r. ogółem posiadaliśmy 6 stoczni wytwórczych, 6 remontowych i 2 jachtowe, z którymi kooperowało 1500 fabryk i zakładów przemysłowych w całym kraju. Polska flota transportowa  w 1984 r. liczyła  278 jednostek, przy czym aż 15 miało ładowność powyżej 30 ton. W tym roku posiadaliśmy 92 statki przystosowane do połowów dalekomorskich i 81 trawlerów-przetwórni i zamrażalni.

Tego sukcesu nie mogła znieść Niemiecka Republika Demokratyczna, która jednostronnymi, bezprawnymi działaniami wymierzyła „zabójczy cios w żywotne interesy narodowe Polski”, łamiąc postanowienia poczdamskie i układ w Zgorzelcu. 20 grudnia 1984 r. rozszerzyła  swoje morze terytorialne do 12 mil morskich kosztem Zatoki Pomorskiej, blokując dostęp do otwartego morza polskiemu zespołowi portowemu Szczecin – Świnoujście. W ten sposób pozbywała się polskiego rywala i przechwyciła znaczną część tranzytu idącego przez Polskę. Rządzący Polską komuniści nie przeciwstawili się bezprawiu, lecz w nowym atlasie geograficznym dla klas VI i VII nanieśli samowolną i niezgodną z prawem delimitację obszarów morskich Polski i NRD, co oznaczało aprobatę dla niemieckich roszczeń morskich.

W III Rzeczypospolitej demontaż państwa rozpoczęto od gospodarki morskiej, czego byliśmy wszyscy świadkami. Po „restrukturyzacji” przemysłu morskiego w latach (1990-2003), żeby nie wdawać się w szczegóły, chcę tylko  podać szokujące dane, mianowicie: ze 173 statków dalekomorskich i trawlerów posiadanych w 1984 r., obecnie mamy 5: dwa pływają pod banderą polską, trzy – obcą. Zakłada się, że po wstąpieniu do Unii 40-50% statków, uznanych za przestarzałe,  zostanie wycofanych z połowów i złomowanych. Zostaną także obniżone limity połowów wszystkich gatunków ryb.

Z pewnością nie chodziło tylko o ukaranie kolebki „Solidarności”, ale przede wszystkim rozpoczęto proces odsuwania Polski od morza. Na tym polu współpracują ze sobą wrogowie wewnętrzni i zewnętrzni. Niemcy rozpoczęli nową fazę swej ekspansji na wschód jako członek Unii Europejskiej. Obecny postkomunistyczny rząd, aby umożliwić przesiedlonym Niemcom powrót na polskie Ziemie Zachodnie i Północne, które po sześciu wiekach połączyły się z macierzą, okupione krwią 6 milonów obywateli polskich i dewastacją w 38% przedwojennego majątku narodowego, musi unieważnić 99 umów międzynarodowych, odwołać wspomniane dekrety Bieruta i przyjąć unijne prawo własności. Po raz kolejny w naszych dziejach ojczystych zostaniemy przez Niemców odsunięci od Bałtyku i kolejny raz z rzędu przegramy rywalizację o dostęp do morza, które jest przede wszystkim źródłem bogactwa narodu, ale także i oknem na świat.

Henryk Bagiński, znawca polskiej polityki morskiej, napisał, że Niemcy odmawiały Polsce charakteru państwa morskiego i dlatego też na przestrzeni dziejów podejmowali planową akcję, zmierzającą do odcięcia Polsce dostępu do wszystkich mórz i skazanie całego życia gospodarczego, a następnie politycznego Polski na wyłącznie niemieckie pośrednictwo w stosunkach międzynarodowych.

Nadzieją na wygranie przez Polskę wojny z Niemcami o swobodny dostęp do Bałtyku – wojny brutalnej, choć propagandowo pięknie „opakowanej” – toczącej się z różnym natężeniem od X w., będzie nasz kategoryczny sprzeciw przeciwko wejściu do Unii Europejskiej, wyrażony w referendum, planowanym na 8 czerwca 2003 r.

 dr Teresa Bloch, Nowy Przegląd Wszechpolski, 3-4, 2003

 

For English users

English_version

...

  

Zamieść na swojej stronie baner intronizacja.pl


Copyright © 2009-2017 Stowarzyszenie "Róża".
Wszelkie prawa zastrzeżone.