Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...
 


o._Kiersztyn_4PRO MEMORIA

 Druga noc mijała i trzeci dzień się zaczynał, a Miriam nie wypowiedziała żadnego słowa, nie ruszyła figowego placka i nie napiła się wody ze stojącego dzbana. I choć Jan i wszyscy domownicy zatroskani byli o Nią i radzi byliby w czymkolwiek Jej usłużyć, to jednak nikt nie miał odwagi naruszyć Jej samotności, spowitej cierpieniem matki po śmierci jedynego syna. A Miriam zapatrzona w cierniową koronę, zjednoczona nieustannie ze świętym obliczem swego Syna, czekała. Czekała, bo tak Jej polecił. Czekała, bo wierzyła w Jego słowa, że po trzech dniach zmartwychwstanie. I choć noc się kończyła i minął już spoczynek szabatu, nawet nie pomyślała, by pójść skoro świt do grobu i dokończyć posług przy marach swego Dziecka. Nie ważne było dla Niej, kiedy przyjdzie: czy rano, czy wieczorem trzeciego dnia, czy jeszcze będzie musiała następną noc spędzić na czuwaniu... Wiedziała, że przyjdzie, a kiedy — pozostawiała to swemu Synowi, Bogu i Królowi. (...)

Gdy Go zobaczyła, gdy spojrzała na święte Jego oblicze i gdy napotkała Jego oczy tak Jej dobrze od kołyski znane, wyszeptała tylko: Ach! Miłości moja! I ufnie spoczęła w Jego świętej obecności. Tak długo tuliła się do ramion swego Dziecka, do otoczonego przez Ojca chwałą ciała Jezusa, aż uleciał z Niej wszelki ból, aż wyparowały z Jej duszy ostatnie krople goryczy, aż zabliźniły się zadane mieczem boleści rany Jej Serca. Nie rozmawiali z sobą, bo Duch Święty łączył Ich jestestwa wzajemnym poznaniem myśli i uczuć; i mówił Miriam, co musi nastąpić. Jezus odchodził, by pocieszyć serca tych, którzy razem z Nimi odnieśli zwycięstwo na Golgocie. Odszedł z zapewnieniem, że wkrótce powróci, a wraz z Nim z wolna poczęła z pomieszczenia ustępować jasność, która Go spowijała. Gdy się ocknęła i podniosła oczy, ujrzała w otworze okiennym wschodzące słońce nowego dnia. Zapatrzona w nie stała nieporuszona, sycąc się szczęściem pulsującym błogością ukojenia w Jej duszy i Sercu. W uchylonych drzwiach stał Jan. Od dłuższej już chwili przyglądał się Miriam, swej nowej Mamie, z największym zachwytem. Stała bowiem wyprostowana, jaśniejąca przecudnym blaskiem, tak piękna i pogodna, że w niczym nie przypominała tej Miriam, wycieńczonej i wynędzniałej, którą prawie przyniósł na swych rękach z Golgoty do swego domu. Wreszcie spojrzała w jego stronę. Uśmiechnęła się do niego tkliwie, a oczy Jej zapłonęły tak wielkim szczęściem, że Jan od razu odgadł przyczynę tej zdumiewającej przemiany. Bardziej wzrokiem niż słowem wyszeptanym spytał: Przyszedł? Skinęła głową...

ks. Tadeusz Kiersztyn Ostatnia walka

 

For English users

English_version

...

  

Zamieść na swojej stronie baner intronizacja.pl


Copyright © 2009-2017 Stowarzyszenie "Róża".
Wszelkie prawa zastrzeżone.