Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...
 

SluzbaZamek króla Dobronia był chyba najpiękniejszym zamkiem na całym świecie. Położony był na malowniczym wzniesieniu, dzięki czemu z każdego okna pałacu można było podziwiać cudowny górski krajobraz. Dookoła grodu płynęła rzeka będąca wielkim dobrodziejstwem dla mieszkańców, podobnie jak rosnące wokoło lasy. Przyroda była wpisana tak mocno w życie ludzi, że każdy uważał ją za swojego przyjaciela. Promienie słońca każdego dnia niczym reflektor oświetlały wieżę zamku, uwydatniając powiewający na niej sztandar z symbolem królewskim – złotą koroną. Najwspanialsze jednak było to, że w królestwie tym zawsze panowała zgoda. Król Dobroń rządził mądrze i sprawiedliwie, dbając o swoich poddanych. Już na początku swego panowania ustalił prawo, do którego mięli stosować się wszyscy, aby w królestwie panował porządek. Obiecał też wynagradzać tych, którzy będą wierni jemu i prawu. I tak się stało, przez wieloletni okres panowania Dobronia, ludzie zdążyli się już przekonać, że obietnice te nie były pustymi słowami. Król zawsze starał się być sprawiedliwym, choć nie zawsze było to łatwe. Poddani szczerze go za to szanowali i darzyli wielką sympatią. Nikt nawet nie próbował sobie wyobrazić, jak wyglądałoby to królestwo bez króla Dobronia.

Codziennie rano król schodził do ogrodu, gdzie zasiadał do stołu ustawionego pośród czerwonych kwitnących róż, aby tam zjeść śniadanie. Bardzo ukochał to miejsce i był bardzo wdzięczny swemu ogrodnikowi, że tyle serca wkłada w swoją pracę. Dlatego traktował go z wielkim szacunkiem i dopuszczał do wielu spraw, w których udział mięli tylko jego najbliżsi. Tym, do czego nie mógł go nigdy dopuścić, były narady wojenne.

Pewnego dnia do Różomiła (takie imię nosił ogrodnik) przyjechał jego daleki krewny z odległego królestwa. Zamętek również pełnił służbę ogrodnika u swego króla. Zaraz po wejściu do tego ogrodu spostrzegł, że ogród ów jest o wiele piękniejszy od tego, który on uprawia. Ładniejsze kolory, bardziej zadbane kwiaty, ciekawsze rozmieszczenie ścieżek wzdłuż stawów, a przede wszystkim te róże – jeszcze nigdy nie widział tak pięknych. Uczucie zazdrości ukłuło go boleśnie w serce. Nie mógł tego znieść, dlatego przy każdej okazji wytykał Różomiłowi błędy w prowadzeniu ogrodu. A pewnego wieczoru, gdy rozmawiali, zaczął wmawiać mu, że król nie docenia jego pracy i uważa ją za gorszą od innych. Różomił z początku oburzył się na te oskarżenia pod adresem króla, jednak po pewnym czasie drążenia tematu zaczął mieć wątpliwości. Przecież król nigdy nie dopuszcza mnie na narady – myślał – a kiedy chciałem zostać rycerzem nie zgodził się, mówiąc, że ktoś zaufany musi zająć się ogrodem. Wtedy uwierzył w ten argument, teraz wydał mu się on tylko pretekstem, maską rzeczywistego powodu, którym był brak zaufania i wiary, że sobie poradzi. Po tych wszystkich myślach postanowił jeszcze tego dnia pójść do króla i zażądać sprawiedliwości, którą w jego mniemaniu była zgoda na to, żeby został rycerzem.

Król cierpliwie wysłuchał jego żalów i kazał mu odejść, obiecując, że przemyśli sprawę. Widział jego zacięcie i domyślał się, że wyzwoliło się ono pod wpływem wizyty krewnego. Rozumiał też, że jeśli kategorycznie mu odmówi, w sercu Różomiła będzie się potęgował żal. Ale zdawał sobie też doskonale sprawę, że jego przyjaciel nie nadaje się na rycerza. Nigdy nie władał mieczem, nie umie jeździć konno, nie potrafi obmyślać strategii walki ani nie zna się na polityce. Jego światem zawsze był ogród. Wiedział też król, że nikogo lepszego do opieki nad różami nie znajdzie, a to przecież była jego chluba. Król nie spał całą noc, rozmyślając, co uczynić ze swoim przyjacielem. W efekcie postanowił dać mu szansę, mając nadzieję, że ten sam zrezygnuje i wróci do pracy w ogrodzie. Następnego dnia oznajmił Różomiłowi, że da mu szansę, ale musi on wstąpić do szkoły dla rycerzy i zdać egzamin z umiejętności i odwagi. Ogrodnik zgodził się podjąć wyzwanie.

Zajęcia w szkole kosztowały go ogromnie dużo wysiłku. Miecz był strasznie ciężki, jazda konna prawie niemożliwa, gdyż nie umiał utrzymać się na koniu. Poza tym był dużo starszy od pozostałych kandydatów na rycerzy, przez to był słabszy i wolniejszy. Chociaż robił pewne postępy, to jednak ciągle pozostawał daleko w tyle za resztą. A dzień egzaminu się zbliżał. Nie rezygnował jednak, bo było mu wstyd przed królem.

Pewnego dnia Czernoń – książę pobliskiej krainy wypowiedział wojnę królowi. Chciał bowiem zagarnąć jego tereny. Król długo się nie zastanawiał. Zwołał naradę i rozpoczęto przygotowania do zbrojnego wyjazdu. Wiedzieli, że jeśli teraz nie obronią północnych terenów, potem wróg zaatakuje zamek. Okazało się, że siły przeciwnika są o wiele liczniejsze, dlatego na naradzie ustalono, że do walki wyruszą także wszyscy uczniowie szkoły rycerskiej. Król bardzo martwił się o życie swego przyjaciela, ale wiedział, że to był jego własny wybór, a teraz najważniejsze jest dobro królestwa i nie może robić żadnych wyjątków.

Ruszyli. Wróg zwarty i gotowy czekał już na polu bitwy. Walka była ciężka, ogromna masa przeciwnika początkowo miała przewagę. Jednak rycerze walczący pod sztandarem złotej korony byli nieustępliwi i po pewnym czasie zaczęli zwyciężać. Wówczas książę Czernoń zaczął uciekać. Gdy ruszył za nim pościg, zły książę złapał jednego z rycerzy króla Dobronia i zagroził, że go zabije, jeśli mu nie pozwolą odjechać. Zakładnikiem okazał się Różomił. Był wykończony walką, o mały włos nie stracił życia, a teraz jeszcze to pojmanie, nikt inny nie dałby się tak łatwo złapać. Wiedział już, że nie dla niego jest bycie rycerzem. Marzył tylko o spokojnym ogrodzie, ciszy lasu i śpiewie ptaków. Tęsknił za widokiem róż. I w jednej chwili zrozumiał, że jeśli teraz czegoś nie zrobi to albo sam zginie, albo ich przeciwnik ucieknie i może zaatakować zamek, a wtedy już na pewno nigdy nie ujrzy swego ogrodu. Szarpnął się gwałtownie i spłoszył czarnego konia, na którym siedział książę, tak, że ten spadł. Zaczęli się mocować i w pewnej chwili sturlali się z górki, spadając w przepaść. Gdy Różomił doszedł do siebie, zauważył, że upadł na miękką trawę, a dookoła rosło mnóstwo niezapominajek. Natomiast nie widział nigdzie swego rywala. Dopiero po chwili spostrzegł, że książę jest uwięziony w krzaku róży, której kolce wbiły się w jego ręce i nogi uniemożliwiając poruszanie się. Zrozumiał, że róże pomogły mu, bo całe życie się o nie troszczył. Pojął również, że właśnie przy nich jest jego miejsce, że to jedyne, co potrafi i że robi to naprawdę dobrze. Nie potrafił zostać rycerzem, ale wie, jak być ogrodnikiem. Wcale nie uważał już, że to zajęcie jest gorsze od innych. Poczuł w sercu wielką wdzięczność do króla. zrozumiał, że był dla niego niesprawiedliwy.

Kiedy wszyscy wrócili na zamek, Różomił poszedł do króla przeprosić go i prosić, by łaskawie pozwolił mu zamieszkać w małej chatce z ogródkiem, by mógł tam zasadzić choć jeden krzak róży. Król wzruszył się postawą przyjaciela. Zaprowadził go do królewskiego ogrodu, pokazując, jak pogorszył się jego stan, odkąd Różomił się nim nie zajmował. Nie tylko przywrócił mu godność królewskiego ogrodnika, ale również za odwagę ofiarował mu srebrny miecz, który otrzymywali tylko najdzielniejsi rycerze. Gdy go wręczał, wyszeptał do niego: „Chociaż otrzymujesz miecz, pamiętaj, że twojej opiece powierzone są róże. Ich nie trzeba bronić mieczem, one potrzebują twojej miłości. I wiedz, że jest to bardzo ważne zadanie. Pokaż mi rycerza, który potrafi dbać o róże. Wkładaj całe serce w to, co robisz, ale rób to, na co masz dość sił i zdolności”.

 E.W.

 

For English users

English_version

...

  

Zamieść na swojej stronie baner intronizacja.pl


Copyright © 2009-2017 Stowarzyszenie "Róża".
Wszelkie prawa zastrzeżone.