Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej...
 

logo_small_-_kopiaCzyim dziełem jest integracja Europy? 

W prawie szeroko znana jest stara maksyma, głosząca, że mater semper certa est, sed pater incertus (kto jest matką – to rzecz zawsze niewątpliwa, kto ojcem – nie zawsze). Ponieważ co najmniej od lat osiemdziesiątych minionego stulecia zaczęła się rozszerzać, szczególnie w kręgach katolickich, budząca poważne wątpliwości teoria „ojców założycieli” – twórców fundamentów  zjednoczenia Europy[1], a ostatnio posłużył się nią nawet ks. prof. Czesław Bartnik (Dobre i złe cele UE, „Nasz Dziennik”, 26-27 II 2005), istnieje konieczność odwołania się do powyższej zasady. Skoro bowiem „ojcowie” ci nie są pewni, trzeba zacząć dochodzenie ojcostwa, tzn. trzeba spróbować odpowiedzieć na pytanie, czy zostali oni przez tę teorię właściwie zidentyfikowani.

Teoria „ojców założycieli” zjednoczonej Europy da się sprowadzić do trzech istotnych tez:

1. Zjednoczenie Europy, zapoczątkowane w 1951 r., było dziełem trzech polityków chadeckich: R. Schumana, K. Adenauera oraz A. de Gasperiego. Niektórzy nazywają ich także „twórcami-architektami” integracji europejskiej. Niekiedy do tych trzech głównych osobistości dołączani są trzej ministrowie spraw zagranicznych: Belgii  (van Zeeland), Luksemburga (J. Bech) oraz Holandii (D. Stikker), z wyjątkiem tego ostatniego (liberała) także członkowie partii chadeckich. Wszyscy oni złożyli podpisy pod traktatem ustanawiającym w 1951 r. Europejską Wspólnotę Węgla i Stali (EWWiS). Z racji swych poglądów i przynależności partyjnej realizowali chrześcijańską wizję zjednoczenia Europy;

2. Zgodnie z tą wizją integracja Europy miała obejmować tylko życie gospodarcze państw członkowskich, bez ograniczania ich suwerenności. Miała to być „gospodarcza Europa Ojczyzn”, gospodarczy związek państw;

3. Jeśli nawet z czasem miałaby powstać integracja polityczna – jak twierdzą niektórzy wyznawcy tej teorii – to miała to być unia wolnych i suwerennych narodów (związek państw, a nie państwo związkowe) – „Europa Ojczyzn”.

Żadna z powyższych tez nie wytrzymuje krytyki. Można przeciw nim wysunąć następujące kontrargumenty. Przeciwko tezie 1:

a) Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że termin „ojcowie założyciele”, będący kalką określenia stosowanego do pierwszych emigrantów angielskich, którzy przybywszy do Ameryki, dali początek Stanom Zjednoczonym Ameryki Północnej, jest bardzo nieprecyzyjny. Jeśli nie ma on być niedorzeczny i ma wyrażać analogię biologiczną, to musi być zredukowany do liczby pojedynczej. Może być tylko jeden ojciec, także „ojciec założyciel”. Jeśli tak, to musi on zjednoczyć w sobie wszystkie walory ideologa, architekta oraz realizatora planów skonstruowanych przez tego ostatniego; musi jednocześnie odgrywać wszystkie te trzy role. Jak wynika z naszej analizy biogramów czołowych osobistości zaangażowanych w dzieło zjednoczenia Europy, żadna z nich nie połączyła w sobie owych trzech ról;

b) K. Adenauer, A. de Gasperi i R. Schuman nie byli ani ideologami integracji europejskiej (gdyby nawet najbardziej do roli tej zbliżał się R. Schuman, to mówić o nim jako o ideologu można tylko z bardzo dużą licencją), ani „twórcami-architektami”, ale wyłącznie bezpośrednimi realizatorami ideologii i konkretnych, szczegółowych planów otrzymanych od „architektów”-wolnomularzy: J. Monneta i J. Retingera. Byli zatem tylko budowniczymi działającymi według planów otrzymanych od  „twórców-architektów” i pozostającymi pod ich nadzorem. Innymi słowy, bardzo upraszczając (ale nie zniekształcając prawdy) można powiedzieć: plan architektoniczny pierwszego zalążka integracji europejskiej (EWWiS) został skonstruowany przez wolnomularzy, a wykonany przez chrześcijańskich demokratów.

Trzeba przy tym zauważyć, że teza o „chadeckich początkach zjednoczenia Europy” jest prawdziwa w podanym wyżej sensie tylko w odniesieniu do pierwszej z trzech europejskich wspólnot gospodarczych, powstałych w latach pięćdziesiątych minionego stulecia: do EWWiS. Rozciąganie jej natomiast – jak to często czynią euroentuzjaści katoliccy – na pozostałe dwie wspólnoty: EWG oraz Europejską Wspólnotę Energii Atomowej (EWEA), jest niedopuszczalne. Powstały one bowiem w 1957 r. i udział w ich założeniu miał ze wspomnianej trójki polityków chadeckich tylko K. Adenauer. R. Schuman już nie był wówczas francuskim ministrem spraw zagranicznych, a A. de Gasperi zmarł w  1954 r.;

c) Istnieją dowody świadczące o tym, że wolnomularze posługiwali się do osiągnięcia swych celów politykami chrześcijańskimi, duchownymi katolickimi, a nawet hierarchami Kościoła. Jak świadczą np. wspomnienia R. Coudenhovego, gdy przyjeżdżał on do jakiegoś kraju celem założenia oddziału Unii Paneuropejskiej, szukał kontaktów przede wszystkim z prawicą chrześcijańską, by zademonstrować ponadpartyjny i ponadświatopoglądowy charakter ruchu paneuropejskiego. W ten sposób w wiedeńskim oddziale Unii przewodniczącym został ks. prałat prof. dr Ignaz Seipel, przywódca Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej, a jego zastępcą – znany socjalista dr K. Renner. Jak się Coudenhove wyraził, te dwa nazwiska ułatwiły mu pozyskanie przywódców różnych ugrupowań katolickich i socjalistycznych we wszystkich ośrodkach życia umysłowego Europy[2]. W swych podróżach propagandowych po Europie trafił nawet do Watykanu, gdzie rozmawiał z sekretarzem stanu Pacellim (późniejszym Piusem XII), który odmiennie niż jego poprzednik, Gasparri, wyrażał się o idei zjednoczenia Europy ze szczerą sympatią[3].

Tą samą drogą poszedł i J. Monnet. Jak świadczą z kolei jego pamiętniki, w których szczerze się przedstawił w roli „szarej eminencji” (termin równoznaczny z „twórcą-architektem” działającym zza kulis), umiejętnie podsunął swój własny plan utworzenia EWWiS do realizacji znanemu wówczas chadekowi, Robertowi Schumanowi. Podobnie instrumentalny stosunek do religii i Kościołów miał inny, niższej rangi architekt (i także szara eminencja) zjednoczenia Europy – J. Retinger. Jak pisze Jan Pomian, jego sekretarz i wydawca jego wspomnień, uważał on, że „na dłuższą metę sprawą wielkiej wagi jest możliwość uzyskania aprobaty ze strony zorganizowanych religii. Dlatego też od początku istnienia Ruchu były czynione wysiłki w celu uzyskania poparcia Kościołów. W Hadze obecny był nuncjusz papieski, monsignor, późniejszy kardynał Cento, który następnie przez jakiś czas zasiadał w Radzie Międzynarodowej Ruchu”. W 1950 r. Retinger nawet złożył wizytę w Watykanie, zamierzając uzyskać poparcie Piusa XII dla zjednoczenia Europy[4]. Zabiegi te jednak nie przyniosły rezultatów, (…).

Tę samą politykę instrumentalizacji Kościoła zastosowała Unia Europejska u schyłku XX w. wobec Episkopatu Polski. Gdy stało się aktualne przystąpienie Polski do Unii, powstała obawa, że przy neutralności Kościoła Polacy nie zgodzą się na przyłączenie do zjednoczonej Europy. Wówczas Unia zaczęła wysyłać do naszego kraju swoich delegatów i funkcjonariuszy (głównie katolików), których zadaniem było uzyskanie pomocy Episkopatu w przekonywaniu Polaków, by w razie referendum opowiedzieli się za wejściem do Unii, np. w 1994 r. z taką misją przybyli do Polski: minister pełnomocny francuskiego MSZ Claude Martin oraz dyrektor generalny MSZ Niemiec Hans-Friedrich Ploetz, którzy na spotkaniu z przedstawicielami Episkopatu oświadczyli, „że UE zmierza do obrony suwerenności poszczególnych narodów”[5]. W 1995 r. z taką samą misją odwiedził Prymasa Polski  Przewodniczący Komisji UE, J. Santer (katolik), który roztaczał przed Kościołem w Polsce wspaniałe perspektywy, gdyż w procesie integracji europejskiej „nie tylko sprawa ekonomii, ale także wiara, postawy moralne, zwłaszcza w zakresie bioetyki, odgrywają bardzo ważną rolę”[6].

Przeciwko tezie drugiej („Tylko gospodarcza Europa Ojczyzn”) przemawiają:

a) wypowiedź K. Adenauera (Bundestag, 1950 r.): „Znaczenie tego projektu (EWWiS) jest przede wszystkim polityczne, a nie gospodarcze”[7];

b) wypowiedź K. Adenauera (1952 r.): „Już w czasie urzeczywistnienia EWWiS w 1952 r. partnerzy układu byli jednomyślni co do tego, że konieczne będą dalsze wysiłki zmierzające do utworzenia gospodarczo i politycznie zjednoczonej Europy poprzez zwiększenie liczby wspólnych instytucji”[8];

c) wypowiedź K. Adenauera (1953 r.): „Traktowałem zarówno plan Schumana, jak i EWO jako wstępny stopień do politycznego zjednoczenia Europy”[9];

d) wypowiedź R. Schumana (przemówienie otwierające obrady nad projektem utworzenia EWWiS – 1950 r.): „Nigdy przedtem państwa nie dokonały, ani nawet nie wyobrażały sobie zbiorowego przekazania części swej suwerenności narodowej na rzecz niezależnego, ponadnarodowego ciała”[10];

e) wypowiedź R. Schumana (1964 r.): „Integracja ekonomiczna jest nie do pomyślenia na dłuższą metę bez pewnego minimum integracji politycznej. Ta ostatnia jest jej uzupełnieniem logicznym i niezbędnym”[11].

Przeciw tezie trzeciej („Europa Ojczyzn, ale nie federacja”) przemawia:

a) wypowiedź A. de Gasperiego (1947 r.). W przemówieniu wygłoszonym w nowojorskiej Izbie Handlowej opowiedział się on za takim ustrojem międzynarodowym, w którym obok Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej będą mogły kiedyś powstać Stany Zjednoczone Europy[12];

b) wypowiedź A. de Gasperiego, przytoczona przez J. Monneta: „Armia europejska nie jest celem samym w sobie, jest ona narzędziem patriotycznej polityki zagranicznej, ale patriotyzm europejski może się rozwinąć tylko w Europie sfederalizowanej”[13];

c) wypowiedź R. Schumana (9 V 1950 r.): „Przez zespolenie podstawowych produkcji i ustanowienie nowej Wysokiej Władzy, której decyzje będą wiążące dla Francji, Niemiec i krajów, które do niej przystąpią, ta propozycja położy pierwsze podwaliny Federacji Europejskiej, niezbędnej dla zachowania pokoju”[14];

d) wypowiedź Jose Thesinga z Fundacji im. K. Adenauera: Adenauer „odrzuca tradycyjny typ myślenia przywiązanego do  n i e z a l e ż n o ś ć i   n a r o d o w o-p a ń s t w o w e j  i formułuje koncepcję i projekty ponadnarodowej integracji i współpracy”[15] (podkr. – J. Ch.).

Nasuwa się więc pytanie, dlaczego teoria chadeckich (chrześcijańskich) początków UE, zredukowana do zwykłego stereotypu, ma tylu zwolenników, propagatorów czy świadomych lub nieświadomych wyznawców, i to zarówno  wśród euroentuzjastów, jak i wśród eurosceptyków czy nawet eurofobów.

Po pierwsze dlatego, że – jak się wydaje – nie są wystarczająco wyraźnie rozgraniczane pojęcia „twórcy-architekta” i „budowniczego” (wykonawcy). Każda budowla, w sensie dosłownym i przenośnym, ma swego architekta, który tworzy jej koncepcję, nadaje formę, przeznaczenie i sporządza plan, budowniczy zaś nie może w nim nic zmienić, ma go tylko wykonać. I tylko tę rolę spełnili trzej politycy chadeccy. Nie byli ani architektami, ani twórcami, ani „ojcami” zjednoczonej Europy, lecz tylko jego planów wykonawcami, jego budowniczymi.

Po drugie, sama zbitka znaczeniowa „chadeccy budowniczy (twórcy, założyciele) zjednoczonej Europy” sugeruje, że jako ludzie partii chrześcijańskich musieli działać zgodnie z etyką chrześcijańską, a więc nie mogli zbudować struktury złej, amoralnej. Stąd może ona dziś rodzić sympatię do nich, podziw, a nawet nadzieję nawrotu do początków ich działalności i miraże chrystianizacji Unii.

Niestety, rzeczywistość nie potwierdziła tej logiki. Niewątpliwie każdy z nich, szczególnie na początku swej działalności, kierował się uniwersalizmem chrześcijańskim. Może niejeden liczył nawet na to, że uda się im z pomocą czy choćby tylko z aprobatą wrogów chrześcijaństwa – wolnomularzy zjednoczyć Europę, a następnie, wbrew nim lub poza nimi, nadać chrześcijański charakter zbudowanym strukturom integracyjnym. Z czasem jednak już oni sami, a potem ich następcy zaczęli iść na kompromisy ze swymi zleceniodawcami – architektami integracji.

Bodaj jedynie A. de Gasperi widział niebezpieczeństwa takich kompromisów, kiedy na zjeździe chadecji włoskiej ostrzegał swą partię przed groźbą oddania przewagi socjalistom i gdy w liście do Piusa XII skarżył się, że „często poruszamy się w próżni i nie ma wśród nas Chrystusa”.

Trzeba jednak przyznać, że zjednoczenie Europy nawet za cenę różnych kompromisów otwierało przed trzema politykami chadeckimi ogromną szansę zdjęcia z Niemiec i Włoch choć części odium, ciążącego na nich za zbrodnie wojenne, i stwarzało okazję przywrócenia ich cywilizowanej Europie. Więc szansy tej nie odrzucili: jeden – przedstawiciel Niemiec, drugi – Włoch i trzeci – dobroduszny „człowiek pogranicza francusko-niemieckiego”.

Gdy jednak już został podpisany Traktat o EWWiS i zaczęto się przygotowywać do następnego kroku integracyjnego – do utworzenia Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (powstała w 1957 r.), cała trójka chadeckich budowniczych, a z czasem i ich następcy musieli się przekonać, jak szybko i w jak dużym stopniu struktury nowo powstałych organów wspólnotowych zostały zmajoryzowane przez urzędników państwowych wysokich szczebli i różnych polityków czynnych w zachodnich krajach Europy, którzy jeszcze przed wojną byli związani z Unią Paneuropejską R. Coudenhovego, zostali przez nią uformowani i przygotowani do zarządzania strukturami przyszłej Paneuropy.

Otóż ludzie tego pokroju już na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX w. czekali na zawarcie jakiegoś traktatu międzynarodowego, który powoływałby do życia struktury paneuropejskie i do których mogliby oni wejść i nimi rządzić. Ponieważ jednak zawarcie takiego traktatu musiało mieć aprobatę rządu i parlamentu, a te po doświadczeniach wojennych znajdowały się w Europie zachodniej w ręku partii chadeckich, wolnomularze nie mieli innego wyjścia jak tylko zlecenie im właśnie zbudowania zalążka jedności europejskiej w postaci EWWiS. Nie uczynili tego z sympatii do chadeków czy chadecji, lecz z twardej konieczności. Gdy zaś zalążek ten powstał, spłynęli do jego struktur i zmajoryzowali chadeków. Ci ostatni nie byli już im potrzebni. Zrobili swoje, mogli odejść. Jeśli zaś chcieli pozostać, musieli pójść na politykę kompromisów. I tu tkwi źródło po dziś dzień trwającej chadeckiej kompromisowości.

Na koniec, po trzecie, faktem, który znacznie przyczynił się do spopularyzowania teorii „ojców założycieli”, było wszczęcie ich procesów beatyfikacyjnych. Najwcześniej, w 1990 r., wszczęty został proces R. Schumana. Został on wstrzymany w 1999 r. przez prowadzącego go biskupa Metzu. W 2004 r. pojawiła się informacja, że został podjęty na nowo i prowadzi go ks. Jakub Paragon. Procesy pozostałych dwóch polityków chadeckich, rozpoczęte w 2003 r., są – jak doniosła prasa krajowa[16] – kontynuowane w 2004 r.

Sam proces beatyfikacyjny[17] jest zjawiskiem mającym dwie strony: nadprzyrodzoną i przyrodzoną (doczesną). Pierwsza nie może być tematem roztrząsań literatury socjologicznej czy publicystyki politycznej i historycznej, gdyż oceny i decyzje w sprawach tego aspektu procesu są zastrzeżone osobom kompetentnym w strukturach Kościoła i pozostającym pod specjalną opieką Ducha Świętego. Natomiast jego strona doczesna – to po prostu fakt społeczny, który może być komentowany z punktu widzenia doczesnego: jego miejsca wśród innych faktów, relacji z nimi itp.

Reakcje ludzi interesujących się tymi procesami są zróżnicowane: u jednych budzą uczucia podejrzliwości, nieufności i ostrożności wobec władz unijnych aprobujących tę działalność Kościoła, a nawet skłaniają do rewizji zapatrywań na rolę odegraną przez „ojców założycieli”. Inni umacniają swój dla nich podziw i szacunek.

Interesująca była reakcja pewnych oficjalnych kół unijnych i okołounijnych na zawieszenie w 1999 r. procesu beatyfikacyjnego R. Schumana. Jürgen Wahl, autor monografii o R. Schumanie, opublikowanej przez wydawnictwo gliwickie „Wokół nas”, zauważa z rozczarowaniem, że „Beatyfikacja Schumana dałaby Kościołowi katolickiemu współczesnego świętego jedności europejskiej. Krok ten wzmocniłby tendencje proeuropejskie w Kościele”[18]. W wypowiedzi tej nie ma właściwie nic nowego: to, co w niej charakterystyczne – to stare dążenie do instrumentalizacji Kościoła przez siły jemu wrogie.

 

Jerzy Chodorowski, Nowy Przegląd Wszechpolski, 5-6, 2005



[1] Znamienne, że teoria ta znalazła zwolenników na całej polskiej scenie politycznej. Opowiadali się za nią zarówno rzecznicy wejścia Polski do UE (np. Ks. J. Tischner, Dziedzictwo chrześcijańskie Europy i jego przyszłość, „Biuletyn KAI”, nr 41/1995, s. 5; Dominik Lasok, Wywiad dla „Najwyższego Czasu”, nr 12/1996, s. I;  o. G. Dobroczyński TJ, Wystąpienie na Konferencji Prasowej Warszawskiego Biura Informacji i Inicjatyw Europejskich, „Biuletyn KAI”, nr 8/1996, s. 6; abp. J. Michalik, Wywiad dla „Naszego Dziennika”, nr 3-5 IV 1999), jak i jego przeciwnicy występujący w audycjach radiostacji katolickich (np. prof. J. R. Nowak, prof. S. Bender) czy na łamach prasy konserwatywnej (np. M. Arpad Kowalski, Widmo krąży nad Europą; „Najwyższy Czas”, nr 42/1998, s. XXXVI), zarówno euroentuzjaści (np. E. Skotnicka-Illasiewicz, W poszukiwaniu europejskiej tożsamości Polaków, „Studia Europejskie”, nr 2/1997, s. 126, 127), jak i surrealiści (np. J. Stefanowicz, Iluzje ponadnarodowe i realia „Europy Ojczyzn”, w: J. Fiszer, Cz. Mojsiewicz, Suwerenność i państwa narodowe w integrującej się Europie – przeżytek czy przyszłość, Warszawa 1995, s. 23-25), jak i eurosceptycy lub przeciwnicy globalizacji (np. ks. S. Kowalski, Naród, państwo, Europa, Radom 2003, s. 193-195).

[2] R. Coudenhove-Kalergi, Weltmacht Europa, Stuttgart 1971, s. 111-112; tenże, Kampf um Europa. Aus meinem Leben, Zürich 1949, s. 102.

[3] Tenże, Kampf um Europa,  s. 186-186.

[4] Jan Pomian, Józef Retinger. Życie i pamiętniki pioniera jedności europejskiej. PAVO, Warszawa 1994, s. 214-217.

[5] „Biuletyn KAI”, nr 81 z 30 VIII 1994, s. 8.

[6] „Biuletyn KAI”, nr 71 z 3 X 1995,  s. 7.

[7] Cyt. za: J. Monnet, Memoirs, New York 1978., s. 319-320.

[8] K. Adenauer, Erinnerungen, Stuttgart 1967, Bd. III, s. 23.

[9] K. Adenauer, Erinnerungen, Stuttgart 1965, Bd. I, s. 534.

[10] Cyt. za: J. Monnet, dz. cyt., s. 322.

[11] R. Schuman, Pour l’Europe, Paris 1963, s. 145.

[12] M. R. Catti de Gasperi, De Gesperi. Polityk i człowiek, Londyn 1968, s. 203.

[13] J. Monnet, dz. cyt., s. 382.

[14] R. Schuman, Pour l’Europe., s. 134.

[15] J. Thesing, Konrad Adenauer – życie i dzieło, w: Ojcowie współczesnej Europy. Materiały z konferencji wydane staraniem Fundacji Konrada Adenauera, Fundacji Roberta Schumana. Red. B.  Spurgiasz. Warszawa 1993, s. 42.

[16] Np. ZŻ, Upiory antypolonizmu, „Nowa Myśl Narodowa”, 4 III 2004, s. 19. W sprawie wznowionego procesu beatyfikacyjnego R. Schumana zob.: ZŻ, Euroobłęd kliniczny, „Nowa Myśl Polska”, 30 V 2004, s. 19.

[17] Najnowsze normy procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych podał Jan Paweł II w Konstytucji Divinus Perfectionis Magister (25 I 1983 r.). Proces beatyfikacyjny trzech polityków chadeckich podlega normom tzw. beatyfikacji formalnej (beatificatio formalis), która wymaga udowodnienia męczeństwa za wiarę sługi Bożego lub heroiczności jego cnót, cudów i braku kultu publicznego (chodzi tu o wprowadzenie nowego kultu publicznego, który dotychczas nie istniał w Kościele). Już postulator diecezjalny ma obowiązek wstępnego stwierdzenia opinii o świętości życia sługi Bożego. „Przez opinię rozumie się ogólnie uznanie ludu o świętości życia, męczeństwie lub cudach sługi Bożego. Opinia powinna mieć cechy spontaniczności, ciągłego trwania i wzrostu obejmującego coraz większy zasięg. Nie rozpoczyna się sprawy, jeśli o jakimś kandydacie na ołtarze nie ma takiej opinii”. (Ks. Ireneusz Werbiński, Beatyfikacja, w: Leksykon duchowości katolickiej pod red. ks. M. Chmielewskiego. Wydawnictwo „M”, Lublin-Kraków 2002, s. 73).

[18] „Polska i Unia”, nr 6 (29 III 1999), s. 2.

 

Kontakt

LOGO_Roza

Stowarzyszenie „Róża”
ul. Do Wilgi 23, 30-419 Kraków
tel. 12 266 27 64
stowarzyszenie@intronizacja.pl

Zamieść na swojej stronie baner intronizacja.pl


Copyright © 2009-2018 Stowarzyszenie "Róża".
Wszelkie prawa zastrzeżone.